Warszawa to absolutne centrum biznesowe na mapie Polski. Codziennie odbywają się tu setki spotkań – od kameralnych szkoleń w biurowcach, po gigantyczne kongresy na Stadionie Narodowym czy w EXPO. Z perspektywy realizatora dźwięku powiem Wam jedno: nieważne, czy na sali siedzi 20, czy 2000 osób. Jeśli dźwięk jest zły, cały event leży.
Jako ekipa Event-on zjedliśmy zęby na suwakach, kablach i falach radiowych. Wiemy, że uczestnicy są w stanie wybaczyć chłodną kawę czy spóźniony catering, ale nikt nie wybaczy piszczącego mikrofonu w połowie ważnego zdania prezesa. Jak zatem podejść do tematu nagłośnienia, żeby wszystko zagrało czysto, selektywnie i bez stresu?
Małe spotkania biznesowe – subtelność i niezawodność
Przy mniejszych konferencjach i szkoleniach często słyszymy: „Panowie, to tylko 30 osób, postawimy jeden głośnik i wystarczy”. Błąd. Nawet w małej sali akustyka potrafi płatać figle. Twarde ściany, szklane witryny, niskie sufity – to wszystko odbija dźwięk, tworząc pogłos, przez który mowa staje się niezrozumiała.
W takich sytuacjach nie wjeżdżamy z potężnym sprzętem. Stawiamy na dyskretne, ale skuteczne rozwiązania. Dwie estetyczne, aktywne kolumny na statywach, cyfrowy mikser schowany gdzieś z boku i niezawodne mikrofony bezprzewodowe. Prelegent dostaje do ręki mikrofon doręczny (tzw. „hand”) albo zapinamy mu mikroport (krawatowy lub nagłowny). Zależy nam na tym, żeby sprzęt nie rzucał się w oczy, a prelegent czuł się swobodnie. Brak kabli na scenie to podstawa bezpieczeństwa i estetyki, a dla nas – święty spokój o brak zakłóceń.
Panele dyskusyjne – wyższa szkoła jazdy na suwakach
Schody zaczynają się, gdy na scenie siada pięciu czy sześciu ekspertów, a prowadzący biega między nimi z dodatkowym mikrofonem. Dla laika to po prostu kilka włączonych mikrofonów. Dla realizatora dźwięku – pole minowe.
Więcej otwartych mikrofonów to drastycznie większe ryzyko sprzężeń (tych nieprzyjemnych, głośnych pisków) i zbierania szumu z sali. Do tego każdy ma inną barwę głosu i inną dynamikę mówienia – jeden prelegent szepcze, drugi niemal krzyczy, a trzeci trzyma mikrofon na wysokości pępka.
Jak my w Event-on sobie z tym radzimy? Korzystamy z zaawansowanych mikserów cyfrowych z funkcją automiksu. Algorytmy pomagają nam w ułamkach sekund ściszać nieużywane w danym momencie mikrofony, co niesamowicie czyści brzmienie na sali. Dodatkowo każdemu z prelegentów „kręcimy” indywidualną korekcję (EQ) i kompresję, żeby ich głosy brzmiały naturalnie, równo i wyraźnie. Zawsze mamy też w pogotowiu mikrofony na gęsiej szyi – klasyk, który świetnie sprawdza się, gdy paneliści siedzą przy wspólnym stole i potrzebują mieć wolne ręce.
Kongresy i duże gale – gramy grubo
Kiedy wchodzimy na hale, które pomieszczą setki lub tysiące osób, zasady gry mocno się zmieniają. Dwa głośniki z przodu to za mało, bo osoby w pierwszych rzędach ogłuchną, a te na końcu sali nic nie usłyszą.
Tutaj do gry wchodzi zaawansowana inżynieria systemowa. Podwieszamy systemy liniowe (line array), które precyzyjnie „celują” dźwiękiem w publiczność. Konfigurujemy strefy opóźnione (delay lines) – czyli dodatkowe głośniki w połowie i na końcu sali, których dźwięk jest opóźniony o milisekundy względem frontu. Dzięki temu każdy, niezależnie od miejsca, w którym siedzi, słyszy prelegenta idealnie wyraźnie i ma wrażenie, że dźwięk dobiega bezpośrednio ze sceny.
Nie możemy też zapominać o środowisku radiowym. W centrum Warszawy w eterze jest ogromny tłok – telewizje, sieci komórkowe, inne eventy w sąsiednich budynkach. Zanim odpalimy pierwszy mikrofon, skanujemy pasma radiowe i koordynujemy częstotliwości, żeby w trakcie najważniejszego wystąpienia nie przebiło nam się do głośników CB-radio czy taksówkarz.
Kompleksowo: Streaming i tłumaczenia symultaniczne
Dzisiejsze eventy rzadko zamykają się w czterech ścianach. Hybryda to już standard. Sygnał z naszych mikserów często trafia nie tylko na główną salę, ale też bezpośrednio do wozów transmisyjnych, komputerów obsługujących streaming live, czy do kabin tłumaczy.
Dla tłumaczeń symultanicznych czysty dźwięk z sali (tzw. „podłoga”) to absolutny priorytet. Tłumacz w dźwiękoszczelnej kabinie musi słyszeć prelegenta perfekcyjnie, żeby móc na żywo przekładać jego słowa. My w Event-on dostarczamy cały ten łańcuch – od zebrania głosu z mikrofonu prelegenta, przez miks na sali, wypuszczenie czystego sygnału na streaming, aż po bezprzewodowe odbiorniki dla uczestników z zagranicy.
Niezależnie od tego, czy planujesz spotkanie zarządu na 20 osób w butikowym hotelu w Śródmieściu, czy wielki panel dyskusyjny z transmisją na cały świat – potrzebujesz ekipy, która wie, który kabel do czego służy, i nie wpadnie w panikę, gdy na scenie wydarzy się coś nieprzewidzianego. Skontaktuj się z nami w Event-on. Zrobimy z Twoim eventem to, co robimy najlepiej – zadbamy o to, by został usłyszany. Dokładnie tak, jak trzeba.










